navy.stoczniowy.pl

twoje źródło informacji

Komandosi uderzyli na strzelnice w Szkocji

Lotnicy-komandosi uderzyli na strzelnice w Szkocji, aby „położyć trochę przewagi” i wezwać do nalotów.

Wildcats z 847 Naval Air Squadron, która zapewnia wsparcie Royal Marines na polu walki, wykorzystywały obszary ćwiczeń na Moray Firth, aby zwiększyć swoją zdolność do zrzucania gradobicia wybuchowej siły ognia w dzień i w nocy.

Wśród szeregu funkcji na polu bitwy Wildcaty eskadry zapewniają bliskie wsparcie powietrzne za pomocą ciężkiego karabinu maszynowego M3M .50 umieszczonego z tyłu helikoptera – może on dostarczyć 1100 pocisków na minutę z niszczycielskim skutkiem dla sił wroga – lub przez wezwanie w powietrze. Uderzenia.

fot. Royal Navy

W tym celu wymaga wykwalifikowanego kontrolera naprzód (Airborne) – być może najbardziej wymagającego pociągu dla załogi samolotu, ponieważ pilot musi koordynować bezpieczeństwo innych helikopterów, dronów i szybkich odrzutowców oraz zintegrować je z ogniem pośrednim, a wszystko to w pobliżu przyjazne siły na ziemi.

Kilka miesięcy po kierowaniu odrzutowcami F-35 z HMS Queen Elizabeth podczas nalotów bombowych na wyspę Garvie w pobliżu Cape Wrath eskadra poleciała na północ ze swojego domu w RNAS Yeovilton do RAF Lossiemouth.

Stamtąd już tylko krótki lot przez Moray Firth do RAF Tain, dawnej bazy lotniczej, która obecnie obsługuje jedną z niewielu strzelnic broni w Wielkiej Brytanii – 2300 akrów ziemi, która obejmuje statyczne i ruchome cele oraz symulowaną wioskę dla samolotów. atak.

fot. Royal Navy

Z Joint Terminal Attack Controllers – żołnierzami, którzy wzywają ataki powietrzne z ziemi – zajmując wieżę obserwacyjną w Tain, Wildcaty wezwały powtarzające się ataki tajfunów RAF, Diamond Twin Stars (trenerów bliskiego wsparcia powietrznego napędzanych śmigłami) i innych Wildcatów na 150. okazjonalnie, asystowanie żołnierzom podczas ćwiczeń na ziemi, w tym strzelanie 10.000 nabojów .50.

Ćwiczenia na Terminal Strike były nie tylko testem dla lotników, ale także mężczyzn i kobiet wspierających ich na ziemi – oceniając ich zdolność do szybkiego rozmieszczenia w dowolnym miejscu na świecie.

Tak więc przez 72 godziny rozbili obóz w wysuniętej bazie operacyjnej – grupie namiotów wewnątrz drutu w Lossiemouth.

Inżynierowie przeprowadzili konserwację przy pogodzie zbliżającej się do zera i przy niewielkim szkockim deszczu.

Mając tylko minimalny sprzęt pomocniczy do zasilania ich systemów planowania misji, oddział udowodnił, że Commando Wildcat może działać w trudnych warunkach – i być prawdziwie ekspedycyjnym z natury.

Pomijając to, oddział powrócił do bazy w Somerset z dwoma dodatkowymi pracownikami posiadającymi kwalifikacje kontrolerów naprzód lotniczych, a trzeci został ponownie zatwierdzony na kolejne 12 miesięcy.

Źródło: Royal Navy

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

POZOSTAŁE ARTYKUŁY